#OV

20 posts loaded — scroll for more

Text
musiclily
musiclily

My leggies have lovely bruises on them.

Text
musiclily
musiclily

I had so much fun catching up with OV at the bdsm club. It was super chill and lovely

Text
podcastgemist
podcastgemist

De verandering is niet wat we verwachten, het is wat we niet zien aankomen. Ik zat laatst te denken, hoe snel ons leven verandert door technologie en beleid. Van benzine prijzen die de bodem onder onze voeten wegtrekken, tot robots die straks onze wegen bepalen.

Wat me echt raakte? Die verhalen over robotdansers die in China al dansen alsof de toekomst al hier is, en dat we daar misschien nog niet eens klaar voor zijn. Mensen praten over geld, over bezuinigingen, over AI die onze banen overneemt, maar vergeten dat het vooral gaat om ons mens-zijn.

Hoe blijf je jezelf als alles om je heen razendsnel verandert? Dat wordt de uitdaging van de toekomst.

Text
madaboutyoumatt
madaboutyoumatt

Omegaverse - Matt

Momentalnie został otumaniony sporą dawką feromonów partnera. Nie mógł udawać, że to było niemiłe. Od kiedy zdał sobie sprawę, z tego co Josh wiedział już od dawna, że są sobie pisani to ten zapach stał się jego własnym narkotykiem. Ciepły, głęboki, otulający. Niczym zimowa herbata w mroźne dni albo najlepsze z arabskich perfum, które pozostawały na tobie bez zmian zapachowych cały dzień. To było przyjemne. Dlatego nie walczył z tym rozbieraniem go jeszcze przy drzwiach wejściowych. Wręcz zrobił krok w stronę partnera aby móc w jego szyję zagłębić się nosem i opleść go swoimi kończynami niczym mały koala swoją mamę. Całe szczęście będąc w tym stanie Matt nie rozmyślał o tym co chciał lub robił, bo inaczej jego mózg by się z przerażenia zamroził.

- Nie. – w końcu lekko wychrypiał odpowiedź przynajmniej na pytanie czy młodszy powinien się martwić.

Otumaniony partnera feromonami nie zdawał sobie sprawy na co właśnie pozwalał. To co jednak dało się zauważyć to rosnący wzwód kiedy Josh był przed nim na kolanach i go na nowo sobą oznaczał. Jak można byłoby nie podniecić się mając takiego partnera tuż przed sobą. Brand był przepiękny, sensualny i seksowny. Nawet nie próbując wodzić na pokuszenie i tak to robił.

Matt nie miał już siły na rozmowy, nie teraz. Na znak zgody zadarł kolano, które oplotło modela biodro, co wystarczyło aby tamten szybko złapał go za biodra i wziął na ręce. Okularnik nie był szaloną i bardzo wyzwoloną omegą – jak chociażby Max – więc alfa wiedziała, że należało skierować kroki w stronę sypialni i łóżka. Już i tak szaleństwem było to szybkie pozbawienie go ubrań w przedsionku.

Nigdy w życiu nie pomyślałby, że seks mógłby być tak przyjemny. W szczególności kiedy pomyślało się, że robił to z chłopakiem, którego znał od tak małego wieku, że wycierał mu gile spod nosa. Tylko tamtego chłopczyka nie było, był mężczyzna, który zdecydowanie potrafił go doprowadzić do przyjemności o jakich innym mogło się nie śnić.

- Hm. – przez chwilę zastanawiał się co powiedzieć. Właściwie Max nie mówił na ile może zdradzić jego tajemnice, a te obecnie były grube. Tutaj nie chodziło o to, że szef na niego się uwziął czy zalałem czerwonym barszczem ulubioną bluzkę. Nie chciał tracić zaufania przyjaciela, ale jak mógłby okłamać Josha? – No więc… właściwie nie wiem ile mogę powiedzieć, bo to bardzo prywatne sprawy Maxa. – poczuł jak Josh mocniej przyciska go do siebie, chociaż nie wiedział czy to była bardziej oznaka próby wsparcia go czy strachu, że mogło coś złego się stać. Matt zdał sobie sprawę, że nie da rady go oszukać w sprawie zapachu, co oznacza, że o Masonie musiał powiedzieć. – Pachniałem tak dziwnie, bo zostałem zaatakowany feromonami przez nowego partnera Maxa.

W tym momencie zadziało się kilka rzeczy na raz. Z Branda ust wyrwał się bliżej niezrozumiały odgłos, szybko wyszedł z omegi, przekręcił go na plecy a sam zawisł nad brunetem z twardym spojrzeniem utkwionym w nim.

- Co kurwa? – jego głos był bardzo niski a pod przykrywką spokoju tkwiła wściekłość jakiej chyba Matt nie widział. A trzeba przypomnieć, że przy swojej pierwszej rui go odrzucił, a to było już coś.

- To nie tak.

- Co nie tak? Co nie tak!

Sytuacja eskalowała szybciej niż jak myślał, partner trząsł się wręcz z wściekłości i okularnik podejrzewał, że byłby  stanie zerwać się i pobiec do Goodwina mieszkania aby wszcząć bójkę z jego partnerem. I pewnie gdyby nie była to tak bardzo zła sytuacja to student nawet mógłby poczuć się mile połechtany po ego, że miał tak dbającego o niego partnera.

- Posłuchaj. – chciał spróbować usiąść, ale Josh nie ruszył się nawet o centymetr, trzymając go zamkniętego między sobą a materacem, jakby ta opcja była najbezpieczniejsza. – On nie chciał mnie zaatakować. To wyszło przez przypadek. Przyjechał po Maxa, ja byłem wtedy w łazience i on wyczuł inną alfę, bo ktoś mnie bardzo dokładnie oznaczył. – spojrzał stanowczo mu w oczy tylko po to aby zaznaczyć, że chodziło o jego feromony. – Poczuł ciebie i jego alfa zareagowała tak jak twoja teraz, że trzeba bronić jego omegi. Jak tylko mnie zobaczył i zdał sobie sprawę, że nie jestem alfą to wycofał się i przeprosił. A Max jeszcze na niego naskoczył. A wiesz jaki potrafił być w takich sytuacjach.

Pamiętał jak bardzo źle się czuł po tym napadzie, jak po raz pierwszy poczuł zjazd, o którym wcześniej tylko czytał i do którego więcej by nie chciał wracać. Nie miał jednak pojęcia, że tak długo zajmie uspokajanie Josha. A na pewno nie chciał aby przez to nieporozumienie teraz mieli siebie skreślić, bo przeczuwał, że Mason zostanie na długo w życiu przyjaciela.

Text
princeofpace
princeofpace

controversially I think Will would be an Omega and Callum would be an Alpha…

Text
princeofpace
princeofpace

jay white is a beta or omega who masks his scent bc he doesn’t want to seem weak and vulnerable like that

Text
madaboutyoumatt
madaboutyoumatt

Omegaverse - Josh

Ich mieszkanie pachniało zupełnie inaczej niż przestrzeń Maxa. Głównie przez to, jak znajomy był zapach Josha, i jego, i świec, które palili każdego wieczoru, robiąc sobie “randki” przed telewizorem z serialem w tle. Żaden z nich jednak nie wiedział co się działo pod koniec każdego odcinka, i gdyby nie przypomnienia i podsumowania, pewnie kontynuowanie nie miałoby większego sensu. 

Nie aby Josh realnie skupiał się na czymkolwiek poza Mattem. Kładąc się na kanapie za jego plecami, dotykał go, jakby nie widział przez przynajmniej pół roku. I pomimo tego, że mieszkali ze sobą ciągiem od ponad dwóch miesięcy, co było najdłuższym czasem w całej ich historii znajomości, wewnętrzny głód Josha nie został zaspokojony. Nie było momentu kiedy miałby Matta dość. Kiedy kłócili by się albo nudzili sobą. Nawet te momenty, które nie prowadziły do seksu, kiedy po prostu leżeli obok siebie, Matt pachniał tak obłędnie…

Jak mógłby teraz, gdyby nie pachniał tak dziwnie. Nieswojo. Obco. 

Josh generalnie był przyzwyczajony do braku zapachu, albo jego miksu. Jimin zawsze był z kimś, i jego zapach mieszał się z pozostałymi członkami zespołu. Amanda cierpiała na podobną przypadłość co reszta modeli - supresanty, aby zapach jak najmniej wpływał na widownię i odbiór kolekcji. Inni… Cóż. Nie chciał myśleć o innych. 

Inni nie mieli znaczenia. 

Chodziło tylko o Matta, i o to, że pod warstwą słodkich perfum i neutralizatorów, które pachniały nieco jak klimatyzowane powietrze, że pod tym wszystkim, czuć było alfę. W odpowiedzi na to jego ciało wypuściło swoją dawkę feromonów, ciężką i duszącą niczym dym. To był jeden z powodów, dla których nawet nie proponował zabrania się do Maxa. Po tylu latach na blokerach nie panował nad sobą, tak jakby chciał. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa, a walka kończyła się mdłościami i gorączką. To zwyczajnie była przegrana sprawa. 

- Nic takiego? Coś jest nie tak - Josh sięgnął do jego bluzy. - Ręce do góry, skarbie. Ściągnij to - rozkazał, jednocześnie samemu go rozbierając. - Ściągamy, ściągamy, ściągamy.

Z bluzy, koszulki, a potem sięgnął do jego spodni. Na środku przedpokoju. Zszedł na kolana, marszcząc swoje brwi lekko. Otarł się policzkiem o jego brzuch, i pomimo ogromnej zaborczości, bardzo przyjemnych widoków, i oznaczania Matta w tak intymnym miejscu, ruch nie był czysto seksualny.

Co było dziwne samo w sobie. Josh był bardzo mocno seksualny. I potrafił wykorzystywać to na swoją korzyść, nie tylko jako alfa, a po prostu jako facet. Alfa go nie definiowała. To on definiował ją. 

- Powinienem się martwić? - zapytał, nie zatrzymując się na spodniach. Już sięgał do bokserek Matta. Wsunął nos w krótkie i rzadkie włoski nad kroczem, wciągając zapach. Wciąż produkował feromony, uderzające z siłą rażenia. - Tak słodko pachniesz na dole… Nikt cię nie wiódł na pokuszenie? Powinienem z kimś porozmawiać? - zażartował, odzyskująć trochę rozumu. Podniósł się, obejmując go ramionami za barki. Docisnął do siebie i wsunął nos w jego szyję. - Tak słodko. Tęskniłem. Taki sam przez kilka godzin. Bez mojej lepszej połówki. Bez najpiękniejszego chłopaka w całym mieście. Sprawmy, że będziesz pachniał jak mój. 

Mimo ewidentnego ognia, patrzył na niego z miękko. Pytająco. Nie chodziło o spuszczenie ciśnienia z lędźwi, a połączenie. Wymieszanie ich zapachu, i ściągnięcie obcego alfy nie tylko z Matta ciała, ale… Czuł, że to nie był tylko zapach. 

Dopiero po seksie, kiedy obaj łapali oddech, a Josh składał pocałunki po jego barku, wrócił do dziwnego zachowania Matta.

- Co tam się działo? - zapytał neutralnie, wciąż w nim, pomimo bycia już miękkim. Palcami przesunął po jego brzuchu, szukając jego dłoni. Dopiero kiedy splotli palce, odetchnął z zadowoleniem, opadając bardziej na niego.

Dopiero kiedy był dociśniety do Matta, tak blisko, że nie można było wsunąć kartki papieru między ich ciała, a najlepiej jeszcze w nim, czuł się usatysfakcjonowany.

Text
hypnagogickk
hypnagogickk

Last night CM got on the phone to explain why we should still get married after 2 years apart. Now OV is sending me photos explaining step by step how he folds his socks. What is happening to these men during Mercury retrograde…

Text
madaboutyoumatt
madaboutyoumatt

Omegaverse - Max

Zarówno dominacja jak i recesywność – u obu płci jakimi są alfa i omega – była spektrum. Gdzieś były jakieś normy, które odgradzały jedną stronę od drugiej, ale to wszystko było mniej więcej umowne i potrzebne głównie w sprawach leczenia. Leczenia i oczywiście głupich przechwałek. Bo niech rzuci kamieniem ten, kto nie trafił chociaż raz w barze lub klubie alfę, która przechwalała się wniebogłosy jak to jest dominująca i kogo lub czego nie może mieć. Najgorszy rodzaj ludzi. Jeżeli potrzebujesz takie rzeczy powiedzieć na głos to chyba wcale nie byłeś aż tak dominujący. Tak myślał Max i chyba właśnie z tego powodu wszechświat zesłał mu Masona – alfę tak wykazującą całym sobą dominację, że nie musiał nawet jednego słowa w tym temacie powiedzieć a wiedziało się z kim miało się do czynienia.

Kiedy wracał do mieszkania już nie był tak wściekły na rzekomego partnera, ciśnienie z niego opadło i w dodatku Matt starszego wytłumaczył, co mogło być lekko niedorzeczne, ale to on zawsze był tym opanowanym. Rzekomego partnera, bo w sumie to sam Goodwin nie wiedział co było między nimi. Gdyby żyli w tym przestarzałym świecie Facebooka – tylko dziadki teraz z tego korzystały – to musiałby tam oznaczyć ich związek jako „to skomplikowane”. Facet czasami jednym spojrzeniem lub pół-słowem potrafił go od razu wyprowadzić z równowagi. Wszystko w młodszym kipiało i rzucało się kiedy tylko tamten zrobił coś odrobinę nie tak jak powinien. Zaczęli od złej strony i Max znając swoją wartość totalnie by zakończył to wszystko jednym zdaniem. Tylko, że nie mógł, bo poza dzieckiem, które w pewien sposób połączyło ich na zawsze, to czuł to dziwne przyciąganie między nimi. To samo, które zwalał na hormony. A jednak spędził w jednym mieszkaniu z typem pięć dni i prawie nie miał mdłości. Jedno zdanie a tamten już wiedział jak mu pomóc. No i w łóżku mogli dużo. Czuł, że jeszcze tej sfery całkowicie nie odblokowali a już było dobrze.

- Mm. Mmm. – delikatnie mruczał niczym kot rozciągając się i czując jak ciepła, duża dłoń powoli wędrowała aż do jego kolana. Na więcej nie mogła sobie pozwolić, bo jednak nawet i dresowe spodnie miały swoje ograniczenia. Mimo to dłoń nie rezygnowała błądząc po łydce, badając jej każdy kawałek, jakby zaraz po tym starszy miał to samo z gliny ulepić.

- Która jest godzina? – w końcu kotek wyciągnął nad siebie ręcę, wygiął plecy w łuk wyciągając się najdalej jak mógł o otworzył oczy ukazując swoje srebrno-niebieskie zaspane oczy.

- Tuż po dziewiętnastej. Przywiozłem obiad. – Mason nie odrywał od niego wzroku, jakby próbował w ten sposób sprawdzić czy wszystko jest dobrze, szukał potwierdzenia lub… czegoś innego. Tylko Max nie widział czego.

- To chyba muszę wstać. Jedzenie się przyda.

Do tej pory omega nie potrzebował aż tak bardzo pilnować swojego trybu jedzeniowego, więc jeszcze nie był przyzwyczajony do regularności itp. Niedługo jednak miał się dowiedzieć, że wejdzie w tryb kiedy nie będzie mu się chciało jeść aż do momentu kiedy minutowe spóźnienie będzie karane. Kara jednak nie będzie tylko dla niego, ale i całego otoczenia.

- Chciałeś spotkania z lekarzem. – powiedział kiedy siedzieli przy stole. Zupa wchodziła mu idealnie, słodko-kwaśna i ciepła. – Jest termin na jutro na 12:15. – wpatrywał się w telefon, szybko na nim coś przesuwając. – Miało być jak najszybciej, ale pasuje ci? Mogę też po prostu pójść sam.

Zaraz po tym jak się obudził, a tuż przed ich awanturą o mieszkanie, Harvey stanowczo zażądał a nie poprosił o spotkanie z lekarzem. Max nie miał zamiaru akurat z tym się kłócić, bo po tym co przeszedł pewnie powinien się przebadać. Chociaż czuł się dobrze, ale czytał w wolnej chwili na internecie, że ciąża potrafiła być podchwytliwa, w jednej chwili wszystko super a potem tragedia. Tylko starszy chciał spotkania też z jego lekarzem. Oczywiście tego Goodwin nie rozumiał, ale na razie się nie kłócił. Na razie, bo nie miał zamiaru uczęszczać na podwójne wizyty.

————————————-

Miej więcej trzy godziny wcześniej, w zupełnie innej części miasta Matt dotarł do mieszkania, gdzie wyjątkowo czekał na niego Josh.

- Czemu tak dziwnie pachniesz? – model skrzywił się a potem jeszcze raz zanurzył swój nos w partnera włosach. – Jakaś dziwaczna kombinacja zapachów. Neutralizator też? – co prawda Masona feromony już nie były tak wyczuwalne, chociaż pewnie gdzieś tam się tliły w tyle, ale Matt był obsypany swoimi i Maxa feromonami, neutralizatorem i jakimiś perfumami, którymi zaatakował go kumpel chcąc pomóc a tworząc przez to jeszcze dziwniejszy twór zapachowy. – Co tam się działo?

- Właściwie to nic takiego.

Matt jednak nie wyglądał na bardzo pewnego siebie.

Text
saltybean03
saltybean03

hf has changed a lot so i gave eris and eros a glow up

they still hate each other btw

Text
by-byb
by-byb
Text
perpendicolarmentee
perpendicolarmentee

Fondamentalmente sto bene da sola ma mi piacerebbe fare anche un 🤏🏻 di amore

Text
perpendicolarmentee
perpendicolarmentee

📣Niente raga qualcuno molto vicino a me, l’unica persona a conoscenza di questo blog, ha voluto mandare tutto all’aria. Nonostante fosse tutto pubblico, pensavo di poter contare sulla fiducia di chi invece oggi più che mai mi ha violata nel profondo.

Alcune persone tra le più squallide ed ignoranti che potessi conoscere hanno deciso di giudicarmi in base a ciò che scrivo e a ciò che pubblico e noi che stiamo qui dal 2014 (???) sappiamo bene che merda circola in giro.

Con il cuore in mano e le lacrime devo salutare tutti almeno per un po’.

Se vi sembra tutto un’enorme cazzata, siete dei coglioni.

Se invece capirete, siete dei coglioni comunque ma i miei coglioni preferitiiiii.


La vostra Ovetto!

💗

Text
madaboutyoumatt
madaboutyoumatt

Omegaverse - Mason

Po raz kolejny kobieta otworzyła szerzej oczy, patrząc w dół, na jego brzuch. To nie było grzeczne zachowanie. Właściwie zupełnie nieprofesjonalne, i charakterystyczne dla osób, które się znały. Nie relacji pracodawca-pracownik.

- Pierwszy trymestr? Gratulacje - powiedziała w końcu, biorąc podkładkę pod kubek. Postawiła ją na wyspie kuchennej przy jednym z taboretów. Wskazała dłonią siedzisko, niemo zachęcając go do zajęcia miejsca. - Masona? - zapytała, jakby mogło być kogokolwiek innego. 

Max nie miał zbyt dużo cierpliwości do głupich pytań, nie z mdłościami. 

- Tak. A kogo innego? - wydął wargi, zanim się nie zreflektował. Nie był niegrzeczny. Nie dla wszystkich. Mason i pozostałe głupie alfy były wyjątkami. - Tak, to Masona. Przepraszam. Wspominał, że Pani pomaga? 

- Wystarczy Jane. Pamiętam Masona jako pięciolatka, pomagałam z jego młodszą siostrą. Ciężko zachować dystans, kiedy pamięta się go biegającego bez bielizny po ogródku - Jane wyjaśniła, patrząc na Matta z cieniem chłodnej kalkulacji. Ewidentnym brakiem zaufania. Była… Opiekuńcza w stosunku do Masona. Jakby to on miał mu zrobić krzywdę.

Max dopiero po chwili zdał sobie z tego sprawę. 

- Jakim był dzieckiem? - zapytał, nie wiedząc co innego zrobić. 

- Żywym. Asertywnym. Rozrabiaką. Miał wiecznie pozdzierane kolana i ręce. Wspinał się po drzewach, ratował pobliskie koty. I więcej niż raz wplątał w bójkę - kobieta odwróciła się w stronę lodówki. - Przygotuję tosty z hummusem. Do tego pomarańczowy sok? 

Po tym Max całkiem szybko uciekł do swojego pokoju, aby się ubrać. Musiał podjąć decyzję, co dalej. 

Mason ewidentnie spakował jego najważniejsze rzeczy. Upchał je w jedną torbę. Jakby cała reszta mieszkania było niczym innym jak zapychaczem przestrzeni. Jeśli Max naprawdę zamierzał rozważać zostanie tutaj, miał całą szafę ciuchów. Nie mógł wiecznie chodzić w dresach! Nie kiedy Mason (ten złośliwy dupek) ściągał koszulkę i prężył się jak podczas jakiś głupich zalotów. 

Mógł spadać. Na drzewo. I jeszcze dalej.

Przez to, że Jane kręciła się na dole, miał jednak szansę rozejrzeć się na górze.

Mason wspominał o kilku pomieszczeniach. Poza sypialnią gościnną, którą zajął, na górze było też dodatkowe pomieszczenie - zupełnie puste, siłownia - imponująca z lustrami sięgającymi sufitu, ledowymi światłami i matą rozłożoną na całej podłodze. Przed telewizorem znajdowała się bieżnia, w rogu ławka, a po drugiej stronie wyciąg górno-dolny. Obok szafki z hantlami, do ściany przymocowana była regulowana drabinka. Do tego wciaż było wystarczająco dużo miejsca, aby ćwiczyć na środku pomieszczenia. Kolejne pomieszczenie było zamknięte na klucz. Max od razu wiedział, że to gabinet. Pozostała główna sypialnia. 

To mieszkanie było ogromne. I absurdalnie samotne. 

Text
madaboutyoumatt
madaboutyoumatt

Omegaverse - Max

Szczerze myślał, że Mason będzie bardziej na niego naciskać w sprawie zjedzenia, wręcz je wpychać w niego na siłę. Widział jak wcześniej tamten go prawie przewiercał na wylot sprawdzając jak i ile zjadł. Po tym jak się dowiedział, co mu się stało nawet zbytnio się tym nie zdziwł. Stąd obecny szok w sprawie nie wciskania w niego czegokolwiek. Chociaż to akurat nie był jego but, przynajmniej nie specjalny.  Na pewno dzisiejsze wymioty były związane z jego złością. Jednak nie wymuszone aby tym coś przekazać starszemu.

- Dzięki.

Koc był wielki, spokojnie obaj by się pod nim zmieścili. Bardzo ciemno-szary, miękki i jakby w ogóle nie używany. I tylko on go otulił, zaraz po tym jak Mason go zarzucił mu na nogi wycofał się w ten sam koniec kanapy co wcześniej. Nawet nie próbował się zbliżyć. Czy Max tego żałował albo było mu z tego powodu źle? Nie. A jednak czuł się trochę dziwnie. W końcu do tego momentu spędzali czas jedynie u niego w mieszkaniu a ono było tak małe, że prawie ciągle się o siebie ocierali. Tutaj, tutaj było tak wiele miejsca, że z łatwością można było mijać sie na długość kija od szczotki.

Serial był całkowcie nie ciekawy. Nie mówił nic, w końcu nie jego pomyslem było to całe oglądanie filmów. W ogóle co tutaj teraz robili? Udawali, że wszystko jest w porządku? Bawili się w idealną parę, która wieczorami wspólnie spędza czas? To było bezsensu. A jednak byli zdani na siebie. A przynajmniej Max na Masona. Na całe szczęście miał co nadrabiać na social mediach. W szczególności konta Matta i Josha, którzy chyba doskonale bawili się w Korei. Z tego co też pamiętał jakoś na dniach mieli wrócić do kraju. Dobrze będzie z Mattem pogadać.

„Gołabeczku, kiedy znajdziesz dla przyjaciela czas? Bo chyba nie zapomniałeś o swoim NAJlepszym przyjacielu?”

- Nie. – padła krótka odpowiedź. To, że zachowywali się jakoś przyzwoicie nie oznaczało, że wszystko przeszło. Nadal był obrażony na starszego. I nie chodziło o to co się stało a o fakt jak to Harvey przedstawił i powiedział.

Mimo tego wszystkigo odprowadził alfę wzrokiem, jakby sprawdzając co też zrobi. I niestety (przynajmniej na ten moment) przyjemnie było na niego patrzeć. Te mięśnie, które przepięknie poruszały sie przykażdym ruchu, ta stanowczość w kroku i niski tembr głosu. I dziecinne zachowanie.

- Mhm. Kolorowych snów. – odpowiedział równie słodko i zaczepmnie nie ruszając się nawet z miejsca. A kiedy poszedł do pokoju, chociaż go korciło, to ostentacyjnie pozostawił koszulkę tam gdzie upadła.

Następnego dnia zaskoczony podniósł zaspaną głowę z poduszki widząc starszą kobietę w drzwiach. Sam nie wiedział co miał powiedzieć, a kobieta się wycofała.

„Mogłeś mi powiedzieć, że ktoś przychodzi. Kto to jest? Jakaś kobieta mi do sypialni wparowała.”

„Jane. Pomoc domowa. Posprząta, może coś ci ugotować, jeżeli masz na coś konkretnego ochotę. Ma swoje klucze, nie musisz się nią przejmować.”

Tyle. Max zmęczony podniósł się. Po paru chwilach torsje go zaatakowały. Nie za bardzo miał czym zwymiotować, więc poleciała woda i żółć. Przemył twarz, przebrał się w dres i blady zszedł na dół.

- Nie wygląda pan najlepiej.

- Max. – głupio byłoby mu gdyby starsza od jego mamy pani mówiła mu per pan. – Pierwszy trymestr podobno nie jest najłatwiejszy. – chyba nie miał co ukrywać tego przed kimś kto będzie w mieszkaniu się panoszył.

Text
madaboutyoumatt
madaboutyoumatt

Omegaverse - Mason

Obaj rozsiedli się na narożniku, Max na jednym jej końcu z nosem w telefonie, Mason na drugim. Pomiędzy nimi były kilometry wolnej przestrzeni. Przez krótką chwilę można było zatęsknić za żółtą kanapą, która zmuszała ich do ściśnięcia się. Zetkania łokciami albo biodrami. Teraz nawet jeśli Max by się rozłożył, jego stopy nie dotykały ud Masona. 

Ten spojrzał na przestrzeń, zanim nie podniósł się. Z ukrytej szafy wyciągnął koc, rozkładając go na nogach Maxa. Pachniał bardziej detergentem niż nim. Cały salon krzyczał, że nie spędzało się tutaj zbyt wiele czasu. I była to prawda. Nawet dwie wysokie szklanki z wodą, które postawił przed nimi, wyglądały samotnie na stoliku kawowym. 

Mason traktował tą przestrzeń bardziej przedmiotowo niż rodzinnie. Sypialnia była od spania, kuchnia od jedzenia, a salon pełnił funkcję przyjmowania bliższych gości. Niewiele osób miało tutaj jednak wstęp. Jeszcze mniej wchodziło na piętro. 

Odpalając telewizor, miał tylko jedną platformę streamingową. Nie próbując wpasować się w gust Maxa, odpalił jakiś amerykański medyczny serial z izby przyjęć. 

Obejrzeli cztery odcinkiem ciągiem, aż nie zrobiło się późno.

- Chcesz spać ze mną? - zapytał, wyłączając telewizor. Nie brał do siebie odpowiedzi. Właściwie to spodziewał się odmowy. 

- Nie - Max go nie zaskoczył, wychodząc spod koca. Nie odzywał się praktycznie przez cały czas, zezując między komórką, a serialem. 

- Zamienimy się jutro pościelą. Moja trafi do twojego pokoju. Swoją możesz spalić jeśli odcinasz mnie od swoich feromonów - zażartował bez humoru, idąc schodami na górę. Max mógł spać nawet na kanapie. Chociaż naprawdę miał ochotę przerzucić go przez bark i zawlec do swojego łóżka. Ten cały bunt był głupi. - Do jutra, Max - rzucił, ocierając się jeszcze barkiem o framugę gościnnej sypialni. A potem, czując jego wzrok, ściągnął przez głowę koszulkę, rzucając ją pod drzwiami. 

Widocznie on też był tak samo głupiutki.

Następnego dnia wykradł się z rana, zostawiając Maxa samego w mieszkaniu do czasu. 

Koło 11 wybudziła go cicha muzyka dobiegająca z dołu. Następnie kroki, ciężkie westchnienie za drzwiami, i wparowanie do pokoju gościnnego. 

Kobieta stojąca przed nią była zdecydowanie bliżej 50, miała włosy spięte w koka i podciągnięte rękawy kardiganu. W dłoni trzymała jakąś szmatę i  odkurzacz. Na jej twarzy odmalowało się szczere zaskoczenie, jakby zobaczyła co najmniej ducha.

- Dzień dobry, proszę… Przygotuję herbaty - powiedziała w końcu, zamykając za sobą drzwi. 

Mason nie wspominał, że przychodziła do niego pomoc domowa. 

Text
perpendicolarmentee
perpendicolarmentee

Ho un po’ voglia ma pochettina pochettina di innamorarmi follemente di nuovo

Text
perpendicolarmentee
perpendicolarmentee

Se stai leggendo e ti appaio nei per te sappi che sono un cucciolo di 💗✨principessa rosa ✨💗 e non un maniaco sessuale 70enne arrapato malissimo in cerca di gif porno squallide. Ciao. 🥚



P.s.

E se poi non mi segui, male♥️

Text
perpendicolarmentee
perpendicolarmentee

Avere molta molta moltissima affinità mentale e fisica con qualcuno e sapere di non poterlo “””avere””” è un altro tipo di inspiegabile dolore

Answer
latenightvore
latenightvore

Carnival rules. This stomach is a two person minimum. If you don’t provide a second participant then one will be provided for you. Whatever happens after I swallow is none of my business. You could get fucked, or maybe you just get eaten by your roommate in there. I just know the meals in pairs move around a lot