Żeby Was chuj nie strzelił.
Dał mi poniedziałek bobu.
Posłuchajcie:
Przychodzę do kołchozu. Wszystko wygląda git. Spodziewana faktura czeka, warzywa już na KSEF, więc mnie to nie dotyczy. Kuc, jak to ma w zwyczaju, chaotycznie o wszystkim opowiada, a nowa… Zajebię ją kiedyś.
//
Rozliczyła się. Ludzi zeszło jak po darmowe, a ta wpierdala się w kolejkę, znosi zakupy “na raty” i jeszcze rzuca mi 200zł. Podkreślę - RZUCA! Zwróciłem jej uwagę, że chyba jej się z deka pojebało. Że trzeba było się u siebie policzyć, i tak Kuc stał obok. No nie pomyślała.
//
Ludzi dalej wali, jakby to niedziela była. Robi się kongo. Ja mam zamówienie jeszcze do zrobienia. Atmosfera robi się gęsta. Nagle wybucha Manekin, bo nie ma Veroniki przez V. No nie ma. Był o tym rzut w przyszłość. Wielorybka nie odbiera. Manekin panikuje. W końcu kazałem jej do SWS zadzwonić, bo co ja mogę? Zadań w chuj, ludzi w chuj +10, a ta mnie o grubaskę pyta.
- Nie odbierała od nas, nie odbierała od SWS, wypłaty najpewniej też nie odbierze. Jak nic porzucenie pracy, zwłaszcza, że umowę miała. Może na wypowiedzeniu, ale miała. Po powrocie do domu zobaczyłem, że usunęła się z grupy.
- Przyszła za nią po godzinie, wezwana, Stara Baba.
//
Z fakturą jebałem się aż do 19:45. Wkradły się dwa babole. Jak jednak miały się nie wkraść, jak ciągle musiałem przerywać na obsługę? W ogóle dostawałem już szału.
- Gdyby nie Stara Baba to chuj by był a nie sklep. Sama latała jak ze sraczką żeby coś dołożyć, a też musiała obsługiwać.
//
Chujowy był to dzień. Do tego coś mnie bierze. Kurwa, kurwa, kurwa. Dziś jest przenikliwie zimno i siąpi. Odpuściliśmy z panią Matką miasto. Zaraz idę spać. Jestem wyjebany.
Żeby Was…
Kolejny bieg czas zacząć.
Posłuchajcie:
Pada. Ble :/ Nawet pan Ojciec do miasta wziął parasol. Jak on już poszedł z parasolem, to znaczy że jest chujowo. Chyba za dobrze nam było z tym słońcem. Tak pewnie będzie do maja. Słońce, deszcz, mróz. Bo patrząc w pogodę to jeszcze mróz dziś zapowiadają. Nawet nie chcę myśleć jak mi to samochód zmrozi.
//
Rekolekcjonista Bęben jest super. Wie o czym mówi, mówi z sercem, mówi z sensem, mówi ciekawie. Czyli statystyka Jacego się sprawca. 1 na 3 zapraszanych jest sensowny. Ten poprzedni to nas tak umęczył, że to szok.
//
Kury pana Mielewczyka chyba zwęszyły wiosnę, bo dziś miał 120 jajek na opierdol. Wziąłem 60, bo zostało koło 35. Ale fajne, fajne ma te jajka. Jajeczniczka z 3 jest jak z 5 marketowych. I taka z kolorem i smakiem.
//
Oglądałem wczoraj te tak zwane frytownice (piekarniki) beztłuszczowe, czy tam “ar frajery”, jak kto woli. Wszyscy jak jeden mąż - FRYTY ZAJEBISTE! - No, fryty i kurczak. Wynalazek dla amerykanów. Jednak jak się zagłębić to nie jest takie hop siup. Znaczy wiedziałem i domyślałem się. Tak czy inaczej co roku na Wielkanoc kupuję jakiś sprzęt ogólnie tu dla domu, więc w tym roku dostaną to.
//
Mam ostatnimi dniami niepokojąco dużą ilość rzutów w przyszłość. Mam nadzieję, że to nic nie znaczy. Ogólnie żyję niespokojnie. Wszystko jest taki nerwowe, chaotyczne, szybkie i intensywne.
//
Manekin się uaktywniła. Staliśmy umęczeni ze Starą Babą i się zastanawialiśmy dlaczego akurat teraz. Uwierzcie, te jej loty są masakrujące. To niesamowite jak długo potrafi przeżyć taki człowiek. Przecież, że ona nie wypiła żadnej trucizny do tej pory to cud. Albo że nie wsadziła gwoździa do kontaktu. Kobieta nieogar.
//
Zbieram się do kołchozu. A jutro robić wyniki :/ Gdzie jest mój sen?!
Żeby Was…
Opowieści chaotycznej i wielowątkowej…
Posłuchajcie:
Z powodu poniedziałkowej kłótni z Kierowniczką, byłem dziś 4h w kołchozie. Nie było dobrze, nie było źle, było chujowo. I była to chujnia całotygodniowa.
//
Jedyna umiejętność pozytywna jaką opanował Kuc to przerzucanie drobnych. Tak też do piątku wszystko było dobrze. Niestety w piątek na kasie stała Veronika przez V i wszystko pękło jak guma noszona 5lat w portfelu.
- W sobotę rano aż mnie zatkało. Nie wiem co ona zrobiła z kasą. Prawdopodobnie oddała do sejfu, bo to aż niemożliwe, żeby tyle drobnych poszło się jebać. Wyczyściła kasę z banknotów i bilonu.
- Do tego jebane faktury, jak na złość, musiałby być z końcówką 90, więc co zebrałem to musiałem oddać. Frustrujące to było niesamowicie. Nie sprzyja też kontaktom z gołębiami w tym trudnym czasie, bo jednak jak zawsze masz wydać to chętniej przyłażą.
- Wczoraj o 22:30 dostałem SMSa od Kuca. “W kasie jest tragedia. Same 50 i 3x po 10”. Motywujące to było jak chuj, ale na świętą noc postanowiłem się nie denerwować.
//
Dziś rano zacząłem odbudowywać budżet. Kosztowało nas to około 6klientów wyjebanych na zbity ryj, ale byli typowo rozmieniać do kościoła.
- Wszystkich przebiła pani Edyta, która będąc druga klientką przyniosła 500. Swoją drogą sporo ma ich ostatnio. Chyba sięgnęła po rezerwy. Na szczęście jej można dać na zeszyt.
- Zostawiłem Kuca z dobrym zapleczem. Oby dbał.
//
Viktoria przez V dostała wypowiedzenie, a raczej informację o nieprzedłużeniu umowy. I tak była na próbnej. Były łzy, były złości, było obgadywanie nas, były groźby na temat nowej kandydatki. Dała też dupy, potwierdzając tylko, że jedyne do czego się nadaje to udawanie półtuszy w chłodni. Znowu najebała w kwitach, znowu zostawiła towar na regale, znowu nie zrobiła zwrotów i przecen… Można by powiedzieć, że złośliwie, ale to nie jest jej pierwszy raz. No i znowu najebała papieru do kibla.
- Kurwa, z tym papierem to jest potrzebny jakiś profesor od badań kultur etnicznych. Ja się kilka razy spotkałem z takim zachowaniem. Gdzieś, ktoś ma w kulturze walenie papierem w sracz jakby za darmo go dostał. Musi to być gdzieś gdzie jest ogromna przepustowość rur kanalizacyjnych, bo spłukać potem taką bombę sraki, szczaki i czego tam człowiek wyprodukuje, to nie tak hop siup.
//
Z Kiero nie gadam do tej pory. Ona się przełamuje, ale moja uraza jest głęboka. Wiem, źle robię. I chuj. Będę otwierał i wiercił w tej ranie aż mi nie przejdzie.
- Dostałem za to w pysk wiadomością “może mnie nie będzie w poniedziałek”. Jak się dowiem, że za 4h dzisiaj dostała cały dzień wolny, to idę odzyskać też jeszcze 4h i mi to lotto. Jakby było mało znowu nazamawiała się różnej chujni i teraz ja to mam wprowadzać XD Będąc na zmianie z Viktorią przez V. Czyli jakby samemu.
//
Gówno się wyspałem dwa tygodnie temu, chuja się wyspałem w tym tygodniu, wcale nie pośpię w przyszłym tygodniu, i za dwa znowu dniówki, więc o śnie mogę pośnić jedynie. Teraz do wtorku są rekolekcje, wiec tylko na 8 wchodzi w grę. We wtorek muszę iść na badania, więc w ogóle wstaję bladym świtem. W czwartek jest moich patronów a piątek droga krzyżowa. Mógłbym oczywiście odpuścić Pana Boga, ale… Nie. Jedyny dzień kiedy jest szansa na sen to z wtorku na środę, o ile pani Matka czegoś nie wymyśli.
//
No co? Ogólnie dzieje się. Dzieje się dobrego, dzieje się złego, dzieje się trudnego. Fale życia niespokojnie niosą moją łódź.
//
Trzymajmy się razem Siostrzyczki i Cioteczki.
Umro sam,
A živim,
Stojim, hodam,
Smijem se, pričam,
Mahnem prolaznicima,
Pijem kafu, pušim.
Pišem.
Sve to, mrtav.
U meni više nema,
Duše.
Kod tebe je,
Čuva te.
Moj sat, stoji.
Vrijeme mi je sad,
I nebitno.
Koliko dugo ću još
Disati, hoditi,
Smijati se, plakati..
Nebitno.
Ja sam svakako,
Prošao,
Moj rok istekao.
Kad me budete
ukopavali,
Ne stavljajte
Datum smrti,
Stavite današnji dan.
Koliko god godina
da je prošlo,
Od današnjeg dana..
Nebitno.
Kad strah,
Od noći,
Ti dotakne dušu.
Jer znam tad,
O čemu drugom
Da mislim?
Osim tebi,
Onoj s kojom
Gubim jednako.
U istom zatvoru,
Se gušimo.
Za istom slobodom,
Čeznemo.




4 III 2026
Mes racines sont au fond du bois, parmi les mousses, autour de sources.
New dam constructed (sixth in turn). New beaver path leading to the dam from a felled poplar.
Rekoh,
Šta reći smijem.
Ono što ne mogu,
To i sama znaš:
Vidjeh da,
Onako,
Lijepo,
Iskreno.
Mene voliš.
Intenzivno.
Jako i
Arhaično.
Tako kao prijašnje ljubavi,
‘Em stvarne,
Besprijekorne,
'Em za sve vijeke.